Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GADUT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GADUT. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 sierpnia 2008

Rozdział II - Alfred i Uria

Gnomo i Dwarf wędrowali już całe wieki (czyli godzinkę), a zmęczeni byli jak ten smród w gaciach. Dwarf nucił jakąś dziwną melodię, której biedny goblin nigdy nie słyszał.
-A tak w ogóle to gdzie... - tutaj przerwał bo usłyszał "Mmmmua! Aj low ju! Aj low ju tuu!". - Co to ma być?!
-Ćśśś, sprawdzę. - powiedział Dwarf i zakradł się do drzewa zza którego było słychac czułe słowa miłości. Wychylił głowę i krzyknął - O MÓJ GADZIE!! ALFRED! URIA! CO WY TU ROBICIE?!
Gnomo podszedł i zobaczył człowieka i elfkę. Całowali się, a jak zobaczyli Dwarfa to ich totalnie zamurowało.
-Tooo twoi znajomi? - zapytał równierz zamurowany Gnomo.
-Tiaaa. Ten debilek-blondynek to Alfred, a ta elfica-dziewica to Uria. - oznajmił nie odrywając od nich wzroku.
Uria przerwała pocałunek i odsunęła się trochę. Wyszczerzyła się głupio. Miała długie, kręcone włosy i fioletową szatę. Brunetka.
Alfred popatrzył przerażony w oczy Dwarfa. Miał blond włosy do ramion, czarne brwi, skórzaną zbroję, miecz w pochwie i młodzieńczą twarz.
Nastał przerażający moment ciszy. Tylko świerszcz trikał...
Człowiek wstał i potarł usta. Westchnął.
-Dwarf, zabiłeś Moderatora? - powiedział spokojnie, jakby zapomniał o tym co się przed chwilką stało.
-Niestety niet, ale przyprowadziłem takiego goblina. - tutaj już normalnie stanął i wskazał na Gnomo.
On pomachał i szepnął cicho "cześć".
-Ech, mogłam sie domyślić, ze taki potwór to dla ciebie za dużo. Przynajmniej mamy nowego w drużynie. - powiedziała elfica patrząc równie spokojnie na Gnomo.
-Że co?! Ja nic nie podpisywałem, ja nie chce polować na żadnych Moderatorów, ani innych potworów!!
-Gnomo, już ci tłumaczyłem, że do domu nie wrócisz. Nie masz wyboru! Chyba, że chcesz umrzeć ze głodu. - powiedział zniecierpliwiony krasnolud.
-ZMIENIŁEM ZDANIE!! - powiedział szybko szczerząc się goblin. W myślach jednak czuł, że bedzie tego żałował.

***
Kolejna godzinka w trasie.
-Aaaa, gdzie jest Tekota? - spytał Dwarf szybko przebierajac nogami.
-Pewnie w swoim domu, w Hotshot. - odpowiedziała Uria, a Alfred się z nią zgodził.
-Hotshot? To niedaleko, prawda? - krasnolud zadał kolejne pytanie.
-Niom. - rzekł ciękim głosem Alfred. - Tylko godzinkę drogi stąd.
-Łoch, ale wielgaśne miasto prawda! - stwierdził Gnomo wskazując na mury.
-No dobra, minutkę drogi stąd.
Po tej rozmowie udali sie do bramy. Była drewniana i wielgaśna. Z pewnością wiele wytrzymała, można to było rozpoznac po wielu rysach i wgniecieniach. Na murze z lewej strony, było graffiti z napisem "ZUO". Gnomo nie wiedział co to znaczy, znał tylko zło, ale ZUA nie.
Dwarf zapukał do bramy, a wtedy rozległ się głos.
-Czego? - powiedział.
-To my, drużyna ADUT.
-Acha. No to wchodźcie. Nekromanta poszedł do swojego domu.
Brama się otworzyła i oczom druzyny pokazało sie wielkie, tłoczne miasto. Byli tam przedstawiciele wszystkich ras, prócz goblinów i orków. NIektórzy się wymieniali, inni gadali i się przekrzykiwali, a strażnicy usypiali na stojąco. Domy były wysokie, murowane z białych cegieł, a dachy były wykładane brązowymi dachówkami. Najbardziej tłoczna było ulica główna, co sie ciągnęła od bramy do bramy, a na srodku miasta się krzyżowała z drugą drogą główną.
Bohaterowie opowieści ruszyli gęsiego ulicą główna, potem skręcili na tą drugą. PO jkichś 10 minutach doszli do wyrużniającego się domku. Nie miał on ogródka jak inne, był bardziej brudny i zaniedbany. Drzwi stały otwarte.
Gnomo wszedł pierwszy. Było tam strasznie ciemno. Nagle...

C.D.N.K.M.J.A.M.N (Ciag Dalszy Nastąpi Kiedyś Może Jutro A Może Nie)

Rozdział I - Jak Gnomo spotkał Dwarfa

Był to piękny, słoneczny dzień, jak to każdy w Pierdutłót. Gnomo podziwiał chmurki. Jeden z wolnych dni, których miał mało. Chciał to wykorzystać w fajny sposób. Żaden mu nie przyszedł do głowy oprócz właśnie oglądania chmurek! Nie miał zbyt wielu przyjaciół, w końcu był tylko małym, biednym goblinem, dodatkowo był z zawodu łotrzykiem (tak, to chyba zawód). W końcu podniósł się i wyruszył w podróż po wielkim lesie, jakim jest Pierdutłót.
- Gnomo! Kaman tutaj! - zawołał Gidziś. Był to taki sam goblin jak i on - zielona skóra, zielona bluzka, brązowe spodnie i czarne buty.
- No czego chcesz? - powiedział Gnomo podbiegając do Gidzisia.
- Siana, wiesz? Odkryłem jaskinie!
- Znowu...?
- Ale ta jest taka naprawdę mhroczna!
- Czyżby...?
- No chodź, to zobaczysz! - zawołał już zezłoszczony Gidziś i pobiegł gdzieś w głąb lasu.
Gnomo już wiele razy z nim zwiedzał "mhroczne jaskinie zamieszkane prez smoka" (czyt. jakieś tam jaskinie, gdzie mieszka żaba sierota wychowana przez kota). Tylko raz zdarzyła się jaskinia, z której uciekali z krzykiem. To była taka, gdzie mieszkały skunksy... cała gromada skunksów. Nie spodziewał sie wprawdzie czegoś lepszego niż zawsze, ale i tak pozerała go ciekawość. Po chwili był już z Gidzisiem gdzieś na drugim końcu Pierdutłót. Jasknia wygladała tak jak zwykle - była szara, a w środku ciemno. Gnomo ją skrytykował, na co Gidziś odpowiedział:
- Kupa, kupa, dużo kupy. - z drwiną w głosie.
Gnomo nie dał się zbyt długo namawiać i wszedł do środka, tuż za Gidzisiem. Jaskinia (jak już pisałem) była ciemna.
- Blee, z tą kupą to miałeś racje - powiedział Gnomo ze wstrętem. Istotnie wdepnął w kupę niewiadomo czego. Nie wyglądała na kupę psa - była za duża. To też nie był krowi placek - zbyt wysoka (jeśli to kupa może być wysoka).
Gidziś gdzieś zniknął - odpowiedział by na takie coś, na pewno. Gnomo przypomniał sobie, że ma świecę w kieszeni. Wyjął ją i podpalił (jak to zrobił - nie wiadomo). Zobaczył... skrzyżowanie korytarzy. Rozejrzał się, Gidzisia nie było widać. Po raz pierwszy Gnomo zatęsknił za nim. Przypomniały mu się wszystkie szczęśliwe chwile spędzone z nim. Wtem usłyszał krzyk, po czym schował się za jakimś stalacośtam (jak to określał) i nasłuchiwał. Krzyk ucichł, za to rozległy się szybkie kroki. Zobaczył... krasnoluda. Miał on na sobie żelazna zbroję, toprót (czy jak kto woli - topór) w ręku i rudą brodę. Złapał Gnoma za rękę i popędził z nim w jeden z korytarzy. Pędzili tak z 3 godziny (a tak na serio 3 minuty), aż wreszcie wybiegli na jakąś polanę. Gnomo jeszcze nigdy jej nie widział.
- Ej no co jest? Kim ty jesteś i czemu mnie tu zaciągnąłeś - wykrzyknął Gnomo do krasnoluda. Miał złość i gniew na twarzy. Jego małe, świńskie oczka roszerzyły się i patrzyły na krasnoluda.
- Właśnie uratowałem ci życie! Nazywam się Dwarf! - puścił rękę Gnoma i ustawił się jakby pozował do rzeźby herosa.
- Psehehehehe! A niby przed czym? Przed kupą? - zaśmiał się.
- A nie zastanawiasz się skąd ona się pojawiła i gdzie się podział twój, jak myślę, przyjaciel? - tutaj Dwarf sie zezłościł, a na widok zasmuconego goblina uspokoił się i powiedział. - Nie chcesz wiedzieć co mu się stało... No nic, teraz do hałsa nie trafisz!
- Jak to nie, jak tak? - tutaj skały w korytarzu zawaliły przejście - Acha...Ale co ja mam zrobić?
- Co? Zabierz sie ze mną! Będziemy przeżywać wspaniałę przygody, rodem z książek Jot Er Er Tulkiena... tylko najpierw odszukamy moją drużynkę!
- Ale... ale... ale ja nie mogę! To jedyny mój dzień wolny od 3 lat i jutro idę do roboty!
- Czy nie myslałeś kiedyś o ucieczce? Wsadź sobie te wszystkie prace i dokumenty tam gdzie słońce nie dociera! Od teraz zaczynasz niu lajf! - teraz krasnolud złapał goblina i zaczął nim trząść.
- No okej, okej! TYLKO MNIE PUŚĆ, CHOJEJCIA!